Chcesz na kogoś liczyć, licz na siebie.
To znane powiedzenie jest wyjątkowo trafne, jeśli odniesiemy je do kwestii zapewnienia sobie godziwej emerytury na starość. W prasie regularnie pisze się o konieczności odkładania pieniędzy na przyszłą emeryturę, gdyż ta z ZUS-u będzie głodowa.
OFE, czyli otwarte fundusze emerytalne, powstały w celu stworzenia
II filaru systemu ubezpieczeń, z którego w przyszłości otrzymamy
świadczenia emerytalne (oprócz tych z ZUS-u).
Patrząc jednak na uzyskiwane przez OFE wyniki inwestycji, zwłaszcza
za rok 2007, można być pełnym obaw co do wysokości owych
świadczeń. Jedno jest pewne — zarabiają OFE i ich zarządzający, naliczając
sobie wysokie opłaty od każdej wpłaconej przez nas złotówki.
Wizja dobrobytu przyszłych emerytów i odpoczynku na leżaku w ciepłych krajach, jaką kusiły nas spoty reklamowe OFE kilka lat temu, można dziś uznać za tani chwyt. Nie ma co spodziewać się kokosów z OFE. Optymistyczne szacunki mówią o tym, że przyszła emerytura z OFE stanowić będzie 20% przeciętnego wynagrodzenia. Dodając do tego 40–50%, które otrzymamy z ZUS, otrzymujemy ledwie 2/3 przeciętnego wynagrodzenia — i to przy założeniu utrzymania względnie dobrej koniunktury gospodarczej.
Dzisiejsi 25–30-latkowie nie mają co liczyć na godną emeryturę.

